poniedziałek, 31 grudnia 2018

Grudniowe łupy - 2018

Nie wiem jak Wam, ale mnie grudzień minął strasznie szybko. Ledwo zdążyłam się obrócić, przeczytać parę mang, a tu już trzeba pisać podsumowanie!
W dzisiejszym stosiku mangowym prym wiedzie opóźnione zamówienie z Mangarden, o którego problemach z otrzymaniem wspominałam Wam już miesiąc temu. Oprócz tego, znajduje się tu też parę mang dokupionych przeze mnie gdzie indziej, ale jednak gdyby nie to zamówienie z okazji Black Friday, to grudniowy stosik świeciłby pustkami. Wydaje mi się, że koniec końców z zakupionych przeze mnie tytułów wyszła całkiem ciekawa całość, bo w tym podsumowaniu skupimy się na dwóch kwestiach - co uważam o mangach, z którymi zakończyłam swoją przygodę, a także o tych, z którymi pierwszy raz miałam okazję się zetknąć. Zapraszam więc do lektury!


Zacznijmy może od "Heleny Wiktorii", która jest zakupem na tyle nietypowym, że to drugi w mojej kilkuset tomowej kolekcji komiks od polskiej autorki. Kiedy tylko zobaczyłam, jak prezentuje się w środku (kreska jest prześliczna!), od razu postanowiłam mu się bliżej przyjrzeć. Tytuł utrzymany jest także w bardzo śląskim klimacie, co także od razu mnie kupiło - trzeba przyznać, że jednak mam słabość do regionu, który zamieszkuję. Tym oto sposobem "Helena Wiktoria" bardzo szybko trafiła do mojej kolekcji, i muszę powiedzieć Wam, że bardzo mi się spodobała. Cały pokaźny tom czyta się z ciekawością, a postaci są interesujące, chociaż na razie wydaje się to być jednym wielkim wstępem do historii, ponieważ w gruncie rzeczy nie dzieje się nic spektakularnego i historia płynie swoim własnym, niespiesznym tempem. Poznajemy stosunki łączące poszczególnych bohaterów, ich motywy i historię, a mały przełom następuje dopiero pod koniec pierwszego tomu. Bardzo urzekł mnie salonowy nastrój panujący w tym tytule - gdybym miała do czegoś go porównać, to pierwsza na myśl przychodzi mi "Anna Karenina" Tołstoja. 
Urzekło mnie to, jak autorka starała przez stylizację gwarową jeszcze bardziej przybliżyć czytelnikowi śląskie klimaty, chociaż z drugiej strony mam do tego zabiegu parę zastrzeżeń. Właściwie wszystkie kwestie wydawały mi się całkiem oczywiste, a ich tłumaczenia umieszczone obok tylko mnie dekoncentrowały, ale jako że jestem z Górnego Śląska, moja opinia może nie być w tym przypadku miarodajna (jeśli czytaliście już "Helenę Wiktorię", to dajcie znać, co o tym sądzicie - czy te wyrażenia były dla Was od razu zrozumiałe, czy może wręcz przeciwnie?). Oprócz tego, stylizacja była stosowana trochę wybiórczo, przez co całość wydała mi się mało ujednolicona - tutaj też może to być moja osobista preferencja, bo jak wielu osobom nie podobało się stylizowane na śląski tłumaczenie "Wzgórza Apolla", tak ja jestem jego wielką fanką; rozumiem jednak, że nie każdy lubi przez coś takiego się przedzierać, szczególnie, jeśli nie miał za bardzo do czynienia z tą gwarą.
Moje wrażenia są jak najbardziej pozytywne, i nie mogę doczekać się już tomu drugiego, na który czekam z wielką niecierpliwością. 


Wreszcie dokończyłam "Wzgórze Apolla" i... nawet nie wiem, od czego mam zacząć.
Jestem absolutnie zakochana w tej serii. Bez dwóch zdań jest to jeden z moich ulubionych tytułów w ogóle - dawno  żadna manga nie przyniosła mi tyle uśmiechu, rozczulenia i pozytywnych emocji przy lekturze. Każda minuta spędzona przy tych wszystkich tomach była dla mnie świetnie spędzonym czasem, i gdyby się dało, to chętnie sprawiłabym, żebym zapomniała o tej serii - tylko po to, żebym mogła znowu do niej wrócić z czystą kartą. Obawiam się jednak, że zapomnienie o czymś tak dobrym jest praktycznie niemożliwe.
(Jeśli zastanawia Was, czemu na zdjęciu nie ma dziewiątego tomu - nie wiem czy pamiętacie, ale daaaawno temu kupiłam go, żeby zmobilizować się do dalszego zbierania serii. Wyszło jak wyszło, ale jako że on kiedyś już pojawił się w podsumowaniu, to postanowiłam nie dawać go tu znowu.)


Kolejnym tytułem, który trafił w grudniu do mojej kolekcji, jest "Pietà", która jest dla mnie chyba najbardziej zagadkową serią ze wszystkich, o których dzisiaj mowa. Nie mam zielonego pojęcia, co o niej myśleć - było to takie połączenie dramatu, negatywnych emocji i jakiegoś dziwnego metafizycznego chaosu, że właściwie ciężko mi wyrobić sobie o niej jakiekolwiek zdanie. Czytało się te dwa tomy dosyć opornie, bo historia była ciężka, i parę razy pod różnymi pretekstami je odkładałam, żeby zająć się czymś innym. Chyba po prostu z "Pietą" się nie zrozumieliśmy, dlatego na chwilę obecną jak myślę o tym tytule, to w mojej głowie pojawia się tylko jeden wielki znak zapytania; gdybym miała zdecydować, czy kupiłabym tę serię, znając już jej zawartość, to wydaje mi się, że powiedziałabym nie.


"W miasteczku piasku i błękitnych łusek" było się za to dla mnie bardzo przyjemnym zaskoczeniem. Na zakup zdecydowałam się właściwie tylko dlatego, że spodobała mi się kreska - wcześniej nie miałam do czynienia z tym tytułem, więc nie bardzo wiedziałam, czego się spodziewać. Już po paru początkowych stronach poczułam ten przyjemny, morsko-letni klimat, przy którym naprawdę można było się odprężyć (szczególnie, że pogoda za oknem jest jaka jest). Manga o syrenkach to naprawdę urocze okruchy życia, niestety nie obyło się tutaj od wad. Strasznie irytujące podczas lektury było dla mnie tłumaczenie praktycznie każdego przytaknięcia na "no". Naprawdę, kiedy zobaczyłam jeden dialog, w którym odpowiedzi jednej postaci ograniczały się tylko do tego, to chwilowo odechciało mi się dalszej lektury. Oprócz tego, zdarzyła się jakaś literówka, i z tego co pamiętam, to jedna kwestia wypadła dosyć sztywno - normalnie podeszłabym do tego z niechęcią, ale jednak z przymrużeniem oka. W tym przypadku było to dla mnie zaskoczeniem, bo wydawnictwo JPF kojarzyło mi się zawsze z tym, które raczej zwraca uwagę na wszystkie szczegóły dotyczące wydania i korekty swoich mang.
Jeśli zaś chodzi o same fabularne niesnaski, to niestety one również się zdarzały. Nielogiczna wydawała mi się sytuacja z matką Tokiko - najpierw zostawiła ona swoją córkę, następnie wysłała jej list i spotkała się z nią na plaży po naprawdę długim czasie, aby zaproponować jej zamieszkanie z nią. Po odmowie ze strony dziewczynki, matka jak gdyby nigdy nic znowu zniknęła - wyglądało na to, jakby naprawdę zależało jej na córce, a później momentalnie znowu zerwała kontakt
Oprócz tego była także sytuacja z dorosłym, który tłumaczył naszym bohaterom sytuację wioski -  najpierw stwierdził, że to na tyle stare wydarzenie, że pamiętają o nim tylko rodowici mieszkańcy, a później dodał, że fala porwała jego żonę, o czym on usłyszał właśnie od mieszkańców. Z jego wypowiedzi także nieszczególnie wynikało, jakoby podczas tego wydarzenia miał znajdować się gdzie indziej.
Słyszałam głosy, że dla niektórych zakończenie było sporym zawodem. Ja muszę przyznać, że całkiem mi się podobało - nie miałam względem niego żadnych większych oczekiwań, a całkiem zgrabnie domknęło wszystkie wątki, chociaż rozumiem, skąd może brać się niechęć innych do takiego rozwiązania fabularnego.


Drugi tomik "Made in Abyss" to chyba mój największy problem grudniowych zakupów. Z jednej strony wiedziałam, jak chore rzeczy dzieją się dalej w tej serii (chociaż szczególnie też w to nie wnikałam, wiadomo - spoilery), ale z drugiej bardzo odstręcza mnie nagość bądź co bądź dzieci, którą autor próbuje przedstawić w bardzo niejednoznaczny sposób. Przeważnie mangi czytam bez obwolut, bo jest to zdecydowanie bardziej wygodne - kiedy jednak zobaczyłam, co kryje się pod obwolutą drugiego tomu, to z niesmakiem od razu nałożyłam ją z powrotem (dla niewtajemniczonych - KLIK). "Made in Abyss" w wersji animowanej było zdecydowanie bardziej ugrzecznione, i teraz dochodzę do wniosku, że to bardzo dobrze, bo podobnych rzeczy w tej mandze będzie jeszcze dużo. Nie żebym się tego nie spodziewała - wiedziałam, jaka jest mniej więcej specyfika tej serii, ale jednak taka seksualizacja dzieci jest dla mnie obrzydliwa. Nic więcej, nic mniej.
Dalej będę zbierać tę serię, bo pomijając ten nieszczęsny aspekt, to jest ona naprawdę dobra, chociaż teraz nie mogę pozbyć się tego niesmaku, który pojawia się w mojej głowie za każdym razem, kiedy pomyślę o tomie drugim. Zobaczymy, jak sytuacja rozwinie się w następnych tomach.

"Zgubne uczucie" to pierwszy tomik mangi od wydawnictwa Okami, który znalazł się w mojej kolekcji. Już po zapowiedzi wiedziałam, że będzie to coś dla mnie, bo lubię tego typu klimat w mangach - o ile zbyt często do podobnych serii nie wracam, tak mam do nich swego rodzaju sentyment. "Zgubne uczucie" spełniło praktycznie wszystkie moje wymagania - czytało się to przyjemnie i jestem naprawdę pozytywnie nastawiona do ciągu dalszego, chociaż z drugiej strony uczucie niepokoju towarzyszące mi podczas lektury było zbyt małe na to, jakiego bym oczekiwała - co, mam nadzieję, poprawi się w kolejnych tomach.
Wydanie prezentuje się naprawdę dobrze - manga wygląda bardzo ładnie zarówno w środku jak i na zewnątrz, więc nie mam zbyt wielu uwag. W jednym miejscu tłumaczenie zabrzmiało dla mnie trochę sztywno, ale oprócz tego uważam, że wydawnictwo Okami naprawdę bardzo dobrze poradziło sobie z wydaniem tej mangi.

Ostatni już tomik w grudniowym podsumowaniu, to "Perfect world". Zanim wydawnictwo Kotori zapowiedziało, że wyda ten tytuł, ja zdążyłam już o nim usłyszeć. Nie byłam na tyle zainteresowana, żeby sięgnąć po skany, ale postanowiłam, że zdecydowanie dam mu szansę, jeśli już będzie dostępny w Polsce, bo nie ma zbyt wielu tytułów o tematyce niepełnosprawności, szczególnie wydanych u nas. Mam trochę mieszane uczucia, bo o ile całość czytało się okej, tak akcja pędzi trochę na łeb na szyję (a ja w tego typu tytułach jestem zwolenniczką wolniejszego rozwoju fabuły) - główna bohaterka z "Nie, za nic nie mogłabym związać się z osobą niepełnosprawną!" zdecydowanie zbyt szybko zmienia się w "Tak, chcę z nim być!". Uważam, że na rozwój ich relacji powinno zostać powierzone kilka tomów więcej, a nie tylko jeden.
Oprócz tego zabolała mnie w serduszko literówka, która pojawiła się na jednej z pierwszych stron komiksu. Czytało się ten tom jednak zaskakująco przyjemnie, więc myślę, że dam szansę pozostałym - chociaż najprawdopodobniej "Perfect world" nie będzie mangą, po którą będę pędziła od razu po premierze.


Korzystając z okazji, chciałabym Wam podziękować za to, że byliście ze mną w tym roku. Mam nadzieję, że w przyszłym również spędzimy razem miło czas. Do szybkiego przeczytania! :D

Jak tam u Was w grudniu? ^^