piątek, 30 czerwca 2017

Czerwcowe łupy - 2017



W czerwcu do mojej kolekcji dołączyła kolejna solidna dawka mang z Arosa, a oprócz tego przy okazji wyjazdu do Francji udało mi się zakupić trzy różne tytuły - dwa fajne i jeden, który sprawił, że moje mangowe życie stało się spełnione. Ogółem, w tym miesiącu do mojej kolekcji doszło 17 nowych tomów.
Oprócz tego jakość zdjęć woła o pomstę do nieba, ale ani słońce ani mój telefon mnie nie lubią. 


Zacznijmy od stosiku, gdzie na samym dole mamy "Wzgórze Apolla", tom dziewiąty, który udało mi się dorwać w bardzo dobrym stanie za niską cenę. Jeśli ktoś w miarę dobrze orientuje się w moim nadrabianiu tej serii, to powinien wiedzieć, że obecnie kiszę się na tomie czwartym, więc ten trochę poczeka na swoją kolej. Co nie zmienia faktu, że mam nadzieję, iż widok tego tomu na mojej półce trochę ruszy moje sumienie i uda mi się szybciej skompletować całą serię.

Wyżej mamy dwa tomy "Szkolnego Życia", w których to dzieją się naprawdę dziwne rzeczy, a najdziwniejszą z nich jest to, że po takiej ilości rozdziałów wreszcie mamy styczność z bohaterami płci męskiej, którzy mają twarze i charaktery, bo nie są statycznymi ludkami. Fabuła na pewno jest ciekawa, ale tak przyzwyczaiłam się do naszej głównej grupki dziewcząt, że wciąż dochodzące nowe postacie średnio mnie interesują, a to już jest jakiś problem.


Dalej jest manga "Kuro", która chyba pod każdym względem jest specyficzna. Zarówno fabuła, kreska, sposób prowadzenia historii jak i wydanie mocno odbiegają od tego, do czego polskie wydawnictwa zdążyły przyzwyczaić czytelników, ale to jest temat na osobną notkę! Recenzję już mam gotową, ale jeszcze nie jestem pewna, kiedy ją opublikuję, więc proszę o troszkę cierpliwości.

"Po lekcjach x w kucyku" to w ogóle nieplanowany zakup, ale mangą za dyszkę raczej nie gardzę, więc bez większego zastanowienia dołączyłam ten tomik do mojego zamówienia. I, tak jak uważałam, ta manga to totalny shoujowy schemat na schemacie. Dostajemy dziewczynę otaku, która w parku poznaje zboczeńca, który okazuje się być mangaką (i tworzy jej ulubioną mangę, cóż za przypadek!), któremu ona jest zobowiązana pomóc, a on, kiedy ogarnie się ze swojego niedbałego wyglądu, zamienia się w typowy mangowy męski kanon piękna... a to nie wszystko, ale nie chce mi się dalej tego nawet opisywać. Nie czytało się tego źle, oprócz tego, że mamy tutaj do czynienia z miłością licealistki z dorosłym już facetem - a z takimi rzeczami proszę się do mnie nie zbliżać. Ogólnie rzecz biorąc, tak jak pamiętałam po lekturze paru pierwszych stron w Internecie, jest to tytuł całkowicie średni i niewarty uwagi. Zastanawia mnie też to, w jaką stronę zmierzają jednotomówki Waneko, bo z każdym nowym tytułem dochodzę do wniosku, że wydawnictwu skończyły się pomysły i wydaje same średniaki. 

Wyżej jest najnowszy tomik "Requiemu króla róż", czyli mangi z arosowej paczki, której oczekiwałam chyba najbardziej. Jest to seria, która ostatnimi czasy zaskoczyła mnie chyba najbardziej - początkowe tomy były w porządku i miło się je czytało, ale tylko tyle. Później porobiły nam się takie zwroty akcji i intrygi, że nie wiadomo, na co najpierw zwrócić uwagę, ale w jak najbardziej pozytywnym sensie, a kiedy jeszcze dołączymy do tego relację Ryszarda i Henryka, to otrzymujemy coś naprawdę wspaniałego. Ta manga już jest moim priorytetem przy każdym zamówieniu i żałuję tylko, że przyjdzie mi jeszcze poczekać na kolejne tomy.


I... wreszcie w miarę nadrobiłam "Kuroko's basket"! Przy czytaniu jakoś bardziej rzuca mi się w oczy to, że z tej serii zrobiła nam się koszykówka z mocami nadprzyrodzonymi; trochę dziwacznie, bo w anime jakoś mniej zwracałam na to uwagę. Moimi absolutnymi faworytami są jednak kilkustronicowe rozmowy podczas trwającego parę sekund skoku i chłopak z Touou, na saunie wyciągający nie wiadomo skąd rozpiskę meczów.
Do samej serii mam duży sentyment i cieszę się, że zdecydowałam się zbierać ten tytuł. Trochę mnie ukłuło w serduszku, kiedy zdałam sobie sprawę, że już 2/3 głównej historii za nami, a nie zanosi się na wydanie tych pobocznych - ale tym martwić będę się później, bo w końcu od czego są zagraniczne wydania?


I w tym momencie możemy przejść do zdecydowanie ciekawszych zakupów, mianowicie francuskich wydań mang!

Na pierwszym miejscu znajduje się tytuł "Les fleurs du passé" ("Kwiaty przeszłości"),  polskiemu czytelnikowi znany bardziej jako "Natsuyuki randezvous". Kiedyś miałam okazję obejrzeć anime, zatrzymałam się jakoś w połowie, co nie zmienia faktu, że to naprawdę przyjemny tytuł i muszę jeszcze do niego wrócić, a jeśli Wy nie mieliście okazji się z nim zapoznać, tak polecam Wam spróbować. Obwoluta jest przepiękna i trochę podobna w fakturze do dyplomów, podobnie jak polskie "Mushishi", ale jednak delikatniejsza. Francuskie wydania mang mają to do tego, że zdecydowana większość tytułów jest w jakiś sposób upiększona jeśli chodzi o okładki i obwoluty. Sama historia obejmuje kilka pierwszych odcinków anime i z tego co zauważyłam, animacja jak do tej pory była bardzo wierna mandze.

Dalej mamy "Reine d'Égypte" ("Królową Egiptu"), czyli mangę, która przewijała mi się na facebooku dobre parę miesięcy przed tym, zanim w ogóle zobaczyłam ją na żywo. Nie miałam żadnych szczególnych planów na zakup konkretnych tytułów, które są we Francji a nie ma ich w Polsce, więc wzięłam pierwszy tom. W samym tytule najbardziej podoba mi się kreska, bo jest naprawdę śliczna - niedługo pokażę więcej zdjęć w notce ogółem o mangach we Francji. Sam pomysł na fabułę też jest niczego sobie, bo wydaje mi się, że dosyć łatwo jest zrobić coś ciekawego osadzonego w czasach faraońskich, ale żeby miało to ręce i nogi i przede wszystkim, żeby miało w sobie coś nowego, trzeba się już bardziej postarać. Faktura obwoluty też jest specyficzna, trochę podobna do tej od "Natsuyuki randezvous", ale bardziej śliska: przywodzi na myśl pergamin.

Na końcu mamy moją małą perełkę, czyli pierwszy tomik "Mob Psycho 100" - tytułu, w którym jestem absolutnie zakochana i innych mang i anime poza nim nie widzę. Nie liczyłam w ogóle na to, że będzie mi dane w języku innym niż japońskim zakupić tę mangę, bo ze względu na kreskę ani rynek polski ani zagraniczny nie wydawał się szczególnie zainteresowany tym tytułem. Jak ktoś jeszcze nie oglądał anime, to proszę dłużej nie marnować czasu na tym blogu i to zrobić.
Swoją drogą, zgadnijcie, kiedy ta manga miała swoją premierę, dlaczego było to w czerwcu i czemu akurat kiedy byłam ostatni raz w księgarni, ona dopiero się w niej pojawiła? To, moi drodzy, jest miłość, przeznaczenie i wygranie życia.
(Teraz moim największym problemem jest tylko to, jak sprowadzę do siebie pozostałe tomy.)

Jak tam u Was w czerwcu? ^^



24 komentarze:

  1. Cieszę się że postujesz w Piątki
    Dzięki temu mam zajęcie odczas wolniejszych chwil w biurze

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj tak... te nadprzyrodzone elementy w Kuroko no Basuke niestety były widoczne również w anime i jest to chyba jedyny taki poważny minus tej serii, o którym nie da się zapomnieć :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, sama nie wiem, czy bez tych elementów nadprzyrodzonych Kuroko byłoby tak samo ciekawe, ale nie można zaprzeczyć, że czasami to już była mocna przesada. XD

      Usuń
  3. Już nie mogę doczekać się recenzji Kuro! Bardzo ciekawi mnie ta manga i mocno zastanawiam się, czy ją kupić. Czytałem kiedyś fragment w skanach i wydawała mi się bardzo, hmm... specyficzna. Pozostaje mi teraz tylko oczekiwać na recenzję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na 100% będzie, postaram się ją wcisnąć w grafik jak najszybciej! :D

      Usuń
  4. "obecnie kiszę się na tomie czwartym, więc ten trochę poczeka na swoją kolej" - prosimy o brawa dla tej pani, ja w dalszym ciągu nie zaczęłam pierwszego xDD

    Ostatnio sobie nadczytnęłam w empiku pierwszy tom Szkolnego życia i to był zły pomysł, bo teraz żałuję, że nie dam rady zbierać ;p

    Oj tak, Requiem się z czasem czudnie rozkręca (powiedziała ta, która to rozkręcanie na razie zna tylko z czwartego tomu). W ogóle jeszcze nie spotkałam ludzia, któremu by się ta seria nie podobała, mam wrażenie, że Wanekotkom się udało z nią trafić w dziesiątkę.

    Wrrr, Kuroko. Nie przeszkadzaj sobie, ja tu tylko sobie tak popaczam na tę serię morderczym wzrokiem. W sumie nawet jeszcze jej nie tknęłam i trochę nieracjonalnie jest się na nią obrażać tylko dlatego, że się słabo sprzedaje i szanse na wydanie u nas innych długich sportówek przez to radośnie dążą do zera, ale kij tam z tym, człowiek, który się właśnie zakochał w tych takich innych mangoludkach grających w trochę inną piłkę (i bez supermocy) i zamiast ładniutkich polskich tomików z promocji na Gildii/Arosie będzie musiał płacić znacznie więcej za zagramaniczne na bylejakim papierze, nie musi być racjonalny xPP

    A u mnie w czerwcu osiem nowych tomów i też trochę... dobra, tyledużo fanowskiego spełnienia w postaci dostanych dzisiaj trzech pierwszych tomów pierwowzoru mojego najukochańszego animca tudzież pierwszego w kolekcji anglojęzycznego tomiku mangi ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, okej, to cieszę się, że u mnie nie jest aż tak źle! XD

      Szkolne Życie jest fajniutkie, ale straaasznie szybko mija lektura: parę chwil, i tomik przeczytany! :<
      (Wiesz, zawsze możesz resztę też doczytać w Empiku, why not XD)

      W wakacje tamtego roku kupiłam Requiem tylko dlatego, że okropnie spodobał mi się Rysiek na obwolucie pierwszego tomu. Niby nie oceniaj książki po okładce, a gdyby nie to, to nie miałabym tego tytułu w swojej kolekcji. :D

      Mimo wszystkich oczywistych wad, Kuroko naprawdę potrafi fajnie wciągnąć (szczególnie anime); postacie są sympatyczne (przynajmniej te spoza naszej głównej drużyny - typowy Alkusz vs sportówki), potrafi rozśmieszyć no i czuć emocje. A po seansie straaasznie ma się ochotę zagrać w kosza! XD
      Też w sumie żałuję, że na naszym rynku nie pojawi się (odszczekać!) na razie więcej sportówek. :< Ale hej, to nie wina Kuroko! Fandom tej sportówki niby taki wielki i chętny do kupowania, a wyszło jak wyszło. Nie wydaje mi się, żeby inna sportówka (koniec końców, jednak mniej znana) sprzedała się lepiej, chociaż Haikyuu miałoby tutaj może jakąś szansę. Ale oprócz tego tytułu? Nie wydaje mi się, żeby coś jeszcze przeszło. :<
      Ale bez obaw, kiedyś jakieś wydawnictwo na pewno jeszcze przeprosi ten gatunek, może po prostu nasz mangowy ryneczek potrzebuje na to więcej czasu.
      Swoją drogą, jakie to sportowe mango, które chciałabyś sobie sprowadzić? ^^

      Hej, proszę natychmiast pisać notkę! Teraz to rozbudziłaś moją ciekawość! Co to za cudo?!

      Usuń
    2. Właśnie to Haikyuu!! bym chciała, żałuję, że zamiast Kuroko Waneko nie wydało tego, tobym już czekała albo i miała w łapkach paczkę z Arosa ze wszystkimi dostępnymi tomikami zamiast się czaić na importy :c A boję się, że zanim któreś wydawnictwo postanowi zaryzykować to już ta seria będzie w stadium finałowym i jeśli już to wydawcy będą woleli stawiać na coś, czego mniejsza część została zekranizowana.
      "A po seansie straaasznie ma się ochotę zagrać w kosza! XD"
      Taaak, jeszcze niedawno bym stwierdziła, że, heh, nieee, nie ma opcji, żebym po tych wszystkich latach wuefu chciała z własnej woli grać w kosza (chyba że po prostu rzucać do niego, co jest okej, ale nudne)... Teraz mogę najwyżej pokiwać mądrze głową, bo moje szkolne wspomnienia o koszykówce to jest zarówno pod względem ilości jak i koszmarności nic w porównaniu z tymi o siatkówce, a i tak po oglądaniu HQ!! non stop się łapię na żałowaniu, że już nie mam wuefu i nie wiadomo, czy kiedyś będę miała okazję zagrać w siatkę, a chciałabym... Cholibka, szkoda, że ja tego nie zobaczyłam parę lat wcześniej xD

      Mwahaha, noż przecież nie powiem, niespodzianka być musi! Przed notką z czerwcowymi zdobyczami planuję jeszcze przynajmniej jedną inną, tak że uzbrój się w cierpliwość ^^

      Usuń
    3. Tak coś czułam że Haikyuu!!. :D
      Osobiście za tą serią jakoś bardzo nie przepadam (do dzisiaj nie dokończyłam pierwszego sezonu XD), ale i tak trzymam kciuki, żeby kiedyś to u nas wydali. ^^
      Chętniej zobaczyłabym Yowamushi Pedal, ale na to szanse to już w ogóle są bliskie zera. XD
      Haha, najgorsze jest to, że jak się nie ma wfu, to faktycznie nie ma jak wykorzystać tej energii i wtedy chodzi człowiek cały dzień taki zmarnowany. :D
      O nieee, dlaczego?!
      Ale cieszę się, co dwie notki to nie jedna - czekam! ^^

      Usuń
  5. Rysiek z Henrykiem na zawsze razem! Co prawda jestem dopiero na czwartym tomie, ale na półeczce stoi wszystko <3 W ogóle mam taką frajdę z szukania informacji o tych bohaterach. Na przykład nie wiem, jak to w końcu będzie z tym Ryśkiem i Anną, więc patrzę na naszej kochanej i niezawodnej Wikipedii, kto był żoną Ryśka, itp. Jakoś nigdy nie lubiłam historii, ale czytając Reqiuem trudno się temu oprzeć <3333
    (Kocham tego dzika).

    Ostatnio przeglądałam Kuro w sklepie i zauroczyła mnie kreska. Co do historii się nie wypowiadam, ale jak zwykle z chęcią przeczytam recenzję :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, w sumie to nie wpadłam na to, żeby sprawdzać informacje w ten sposób. Niezła myśl! XD
      Ale jednak wolę dowiedzieć się tego w mangowy sposób. :D
      Dziczek. <3
      Cieszę się, niedługo będzie. ^^

      Usuń
  6. Jak ja się cieszę, ze nie tylko mnie zdarzają sie takie zakupy niekontrolowane xD

    Wzgórze Apolla poleca bardzo dużo osób, wiec rowniez zastanawiam sie nad kupnem. To samo tyczy sie Requiem Króla Róż. W ogole jak mysle o tym, co chcialabym kupic, to chce mi sie plakac. TYLE PINIENDZY XDDDDDD

    Bardzo jestem ciekawa jak to z tymi francuskimi wydaniami. Mam nadzieję, że niedługo pojawi sie wpis o tym! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet większość moich zakupów kontrolowanych jest niekontrolowana. XD
      Wzgórze jest super w taki spokojny sposób, naprawdę przyjemnie się je czyta. Requiem też jest super!
      Pieniądze. [*]
      W lipcu/sierpniu, ale kiedy - jeszcze nie wiem! :D

      Usuń
    2. Ohoho, będę wypatrywać!

      Robię dużo zamieszania, ale bardzo proszę o obserwację! (jeśli wcześniej takowa była XD) Adres bloga pozostał bez zmian, ale publikuję teraz z innego konta, a co za tym idzie - zniknęli mi wszyscy followersi i komentarze, soł.. xD Gomen za zawracanie głowy mymi pierdołami! ^^'

      Usuń
    3. Spoko, zaraz rzucę na to okiem!

      Usuń
  7. Sporo tego Kuroko. :D A ja własnie ze Wzgórzem jestem prawie na bieżąco, tylko wciąż nie mam 9 tomu. :< Requiem też muszę dopiero kupić i mam w planach Kuro, ale najpierw chyba poczekam na Twoją recenzję. ;) Natsuyuki Randezvous kompletnie nie kojarzę. Gratulacje zdobycia Mob Psycho 100. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się tak zaniedbuje sprawy jak ja, to później wychodzi kilkanaście tomów w jednej paczce. XD
      Natsuyuki jest bardzo przyjemnym tytułem, jeśli wolisz takie spokojniejsze i dojrzalsze romanse, także polecam jakby Ci się kiedyś nudziło. ^^
      Dzięki! <3

      Usuń
  8. Zacny Stosik! :D Chyba najbardziej z niego zaintrygowała mnie manga "Reine d'Égypte" chętnie ją kiedyś sobie poczytam, bo po Twoim opisie coś czuję, że będzie to świetny tytuł. Kiedyś chyba będę musiała w końcu zerknąć na "Wzgórze Apolla", gdzie nie spojrzę tam wszyscy mówią o tym tytule, czy to jest naprawdę tak dobra seria?
    "Kuro" jako manga jest naprawdę dość specyficzne, ale to co mnie urzekło w tym tytule to zdecydowanie kreska, która jest prześliczna. Chciałam kiedyś kupić sobie "Kuroko's basket", ale po zobaczeniu anime i tych i "super" mocach doszłam do wniosku, że nie jest to tytuł dla mnie. ^^ Zdecydowanie już bardziej lubię, Haikyuu.
    Gorąco pozdrawiam Fejwsi. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reine d'Égypte jest jak najbardziej w porządku, sama muszę zabrać się za angielskie skanlacje niedługo, bo nie wiem, czy będzie mi dane kupić następne tomy po francusku. ^^
      Wzgórze Apolla jest naprawdę bardzo przyjemnym tytułem, jeśli lubisz "flaki z olejem", tzn. wolniutką akcję, codzienne życie i większe skupienie się na emocjach bohaterów. Ja uwielbiam ten tytuł, jest taki uspokajający, ale potrafi naprawdę nieźle poruszyć do myślenia - i bohaterów da się lubić. ^^
      Haha, co fakt to fakt, nie każdemu te supermoce w Kuroko mogą odpowiadać. XD

      Usuń
  9. "Po lekcjach w kucyku" przeczytałam swego czasu na internecie i nawet polubiłam tę historię. Rzeczywiście tam był schemat na schemacie, ale na nudny wieczór bardzo dobrze się sprawdziło XD
    Zakochałam się w okładce "Reine d'Égypte". Jest boska *o*
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie się czytało, ale to jednak była taka manga "na raz". :)
      W środku jest jeszcze ładniej. <3

      Usuń
  10. Ze Szkolnym życiem mam zupełne tak samo, te "nowe" postacie nieszczególnie mnie obchodzą. Po lekcjach w kucyku mi się akurat podobało, ale ja lubię od czasu do czasu takie proste, naiwne historie. Ta mnie nie irytowała, miała zabawne momenty, a miłość licealistki i dorosłego mi nie przeszkadza, bo sama znam takie przypadki.
    Z Kuro mam podobnie jak inni: widziałam w Empiku i wyglądała ciekawie i nietypowo (w sumie to już zapowiedź mnie zainteresowała). Czekam na recenzję, bo jeszcze żadnej nie czytałam, choć w sumie i tak tomik kupię :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że w następnych tomach Szkolnego Życia skupią się znowu bardziej na naszej wesołej gromadce, a nie tych nieinteresujących studentach. XD
      Irytować jakoś szczególnie mnie nie irytowała, ale wątpię, żebym kiedykolwiek do niej wróciła. Dało się to przeczytać, ale tylko raz.
      Okej, to postaram się jeszcze w lipcu! :)

      Usuń