środa, 16 maja 2018

"The Promised Neverland" - recenzja

Tytuł: The Promised Neverland
Autor: Kaiu Shirai (historia); Posuka Demizu (rysunki)
Gatunek: shounen, tajemnica, dramat, psychologiczny, horror
Wydawnictwo:
Waneko
Data wydania:
2018 (styczeń)
Cena okładkowa: 21,99 zł
Ilość tomów: 7+ 

Opis z tyłu tomu:
Kobieta, którą nazywają matką, nie jest z nimi spokrewniona. Dzieci, z którymi mieszkają, nie są ich rodzeństwem. Emma, Norman i Ray wiodą radosne życie w małym sierocińcu. Niestety, pewnego dnia ich codzienność całkowicie się zmienia. Jakie przeznaczenie czeka tych, którzy poznali prawdę?

"The Promised Neverland" to tytuł, który zainteresował mnie od samego początku - od pewnego czasu trochę smucił mnie fakt, że na polskim rynku nie ma aż takiej różnorodności podobnych gatunkowo serii, a jeśli już są, to zazwyczaj ich opis nie zachęca mnie do zakupu. W tym przypadku było jednak inaczej, i już od momentu ogłoszenia tej mangi wiedziałam, że prędzej czy później wyląduje ona w moim koszyku. Teraz jestem już po powtórnej lekturze obu tomików, a na pytanie czy warto w ten tytuł inwestować, spróbuję odpowiedzieć w tej recenzji. Ostrzegam, że może się w niej pojawić trochę spoilerów, ale nie powinno być to więcej, niż w pierwszym rozdziale udostępnionym przez wydawnictwo Waneko (klik), więc jeśli jeszcze nie przeglądaliście tych stron, to polecam od nich zacząć!


Grace Field House to sierociniec, można by powiedzieć, doskonały. Wszystkie znajdujące się w nim dzieci mieszkają tam od praktycznie samego początku swojego życia, prowadząc naprawdę szczęśliwy żywot - niepozbawiony pewnych obowiązków, ale jednak pełen zabawy, przyjaźni i miłości. Codzienne pyszne posiłki, naprawdę rodzinna atmosfera (pomimo braku jakiegokolwiek pokrewieństwa między dziećmi) i kochająca mama - czyli kobieta, którą wszystkie dzieci naprawdę kochają i podziwiają. W pewnym jednak momencie sierociniec trzeba opuścić - następuje to, kiedy dziecko znajduje się w przedziale wiekowym od sześciu do dwunastu lat, przy czym przed osiągnięciem tego starszego wieku, wychowanek opuszcza dom już bezwarunkowo. Emma, Norman i Ray mają jedenaście lat, więc są najstarszymi dziećmi, i zbliżają się do momentu, w którym będą musieli opuścić sierociniec. Pewnego dnia dochodzi jednak do wydarzenia, które zmienia nieodwracalnie ich życie i spojrzenie na miejsce, które do tej pory tak kochali - okazuje się, że ich "sierociniec" jest tak naprawdę ekskluzywną farmą mięsa dla przerażających potworów. Od tej pory dzieci będą musiały zmierzyć się nie tylko z matką, która nagle zaczyna być dla nich największym wrogiem, ale także z zaplanowaniem ucieczki, która uratuje im życie.

Przyznaję, że opis zaintrygował mnie od samego początku. Lubię tego typu horrory, a poza tym niesamowicie kręci mnie ten typ psychologicznej gry z sytuacji bez wyjścia - z ciągle pojawiającymi się nowymi problemami, z zaskakującymi zwrotami akcji, które mogą zniweczyć dotychczasowe starania bohaterów, oraz nie jednowymiarowymi obiema rywalizującymi stronami - to oczywiste, że na tym etapie będziemy raczej kibicować dzieciom, niż mamie. Co jeśli jednak okaże się, że ona również ma swoje dobre powody do robienia tego, co robi? 
W pierwszym tomie czytelnik dosłownie jest wciągnięty w wir akcji - na tych niecałych dwustu stronach dzieje się naprawdę wiele i nie ma momentu, w którym możemy się nudzić. Pojawia się mnóstwo pytań, niejednoznacznych kadrów i podpowiedzi od autorów, których na tym etapie lektury nie udało mi się jeszcze w pełni rozszyfrować.
Spotkałam się z opiniami, że drugi tom niektórych już nudzi - muszę przyznać, że nie zaznałam takiego wrażenia. Owszem, dzieje się w nim mniej, jeśli chodzi o wydarzenia z efektem "wow", bo jest on głównie poświęcony na planowanie ucieczki, ale dalej był on dla mnie naprawdę ciekawy - nasi bohaterowie przecież naprawdę muszą nagłowić się nad ucieczką, która okazuje się wcale nie być taka prosta!


Nasza trójka głównych bohaterów to najstarsze dzieci z sierocińca, a także trójka geniuszy - z każdego codziennego testu, który swoją drogą do prostych nie należy, otrzymują maksymalną liczbę punktów. Nic więc dziwnego, że to oni są głową całej akcji i całe dnie spędzają na planowaniu ucieczki; o ile rzeczy, które wymyślają i robią, czasem nie pasują do ich wieku (bo przypominam, że zbliżają się do dwunastego roku życia), tak można to chyba usprawiedliwić tym, że są geniuszami. Pomijając już ten aspekt, mają oni zupełnie różne charaktery - Emma to pełna życia dziewczynka, która kocha wszystkie dzieci z sierocińca i to miejsce uważa za swój dom. Ma dobre serce, i chce uratować wychowanków co do jednego, jednak momentami jej zachowanie potrafi trochę znużyć czytelnika. Jest to ten typ bohaterskiej osoby, która mimo tego, że właściwie darzymy ją sympatią, czasem nas irytuje. Norman to chłopak o duszy stratega, który nie ma sobie równych w planowaniu, z kolei Ray to inteligent, siedzący często z nosem w książkach, który jednak nie jest typowym przykładem mola książkowego, bo jest trochę cyniczny, złośliwy i uparcie dąży do swoich celów.

Bohaterowie... są. Po prostu są. Nie jestem na ten moment w stanie stwierdzić, czy któregoś obdarzyłam większą sympatią - to nie oni w tej mandze wydają mi się największą zaletą, bo skupiam się raczej na jej psychologicznym aspekcie i planowaniach, które wydają mi się dużo atrakcyjniejsze. Postacie ani nie wadzą, ani na razie nie są jakoś szczególnie pociągające - ot, przeciętne.


Kreska jest naprawdę przyjemna, i zaraz obok opisu serii to właśnie te klimatyczne obwoluty zachęciły mnie do bliższego zapoznania się z tym dziełem. Mangaka dobrze wykonuje swoją pracę, bo kiedy rysunki mają być śmieszne - są śmieszne, a kiedy mają być straszne, to naprawdę robią wrażenie (spójrzcie tylko na zdjęcie wyżej!). Kreska jest dosyć kanciasta i trochę niedbała, ale nie przeszkadza mi to, o ile z postaciami nie dzieje się coś dziwnego, a tak się czasem zdarza - na pewnych kadrach ich twarze nie bardzo "działają" w jakikolwiek sposób. Ale jest to naprawdę sporadyczne, więc nie zwraca się na to większej uwagi, chociaż pozostawia pewien niesmak.

Wydanie jest w porządku - typowy tomik mangi od Waneko. W środku nie znajdziemy niestety kolorowych stron, ale papier bardzo mi odpowiada - podczas lektury nie zauważyłam przebijania się rysunków na drugą stronę (i ładnie pachnie!). Nie wychwyciłam też żadnych błędów w druku ani w tłumaczeniu, żadnych literówek i nieprzetłumaczonych onomatopei. Krótko mówiąc - solidnie wydany tytuł, który cieszy oko. Mam właściwie tylko jedno zastrzeżenie i jest nim to, że pierwszy tom łatwiej się otwiera - lektura drugiego była już troszkę mniej przyjemna, bo trzeba było użyć minimalnie więcej siły do rozchylania mangi; ale jest to raczej naprawdę mało istotne i zauważyłam to właściwie przypadkiem, przeglądając obie mangi zaraz po sobie.


Czy więc mogłabym polecić ten tytuł wszystkim? Jeśli lubicie tego typu mangi, to "The Promised Neverland" pewnie już dawno macie na swoich półkach, a jeśli nie, to musieliście mieć jakieś wątpliwości co do jego zakupu. Ja ze swojej strony mogę szczerze polecić ten tytuł, bo jest on naprawdę klimatyczny i wciągający - od momentu, w którym zaczęłam czytać tomik pierwszy, nie robiłam sobie żadnej przerwy, dopóki nie przeczytałam obu tomów. Mam małe obawy związane z tym, czy planowanie ucieczki nie zabierze za dużo czasu - oczywistym jest, że to bardzo ważny aspekt, ale naprawdę chciałabym zobaczyć już niedługo wychowanków w akcji, to znaczy podczas właściwej ucieczki z sierocińca.
Martwić może też niektórych fakt, że tak naprawdę mamy do czynienia z dziećmi - ale jeśli wyjąć naszą wspaniałą trójkę głównych bohaterów, to reszta postaci zachowuje się na tyle adekwatnie do swojego wieku, że jest to już dużo realistyczniejsze. Na ten moment nasuwa mi się jeszcze mnóstwo pytań, głównie o rozwiązania fabularne, czyli jak autorzy zamierzają wybrnąć z niektórych sytuacji: na chwilę obecną nie bardzo mogę sobie wyobrazić, żeby tak właściwie trójka dzieci była w stanie uratować niecałą czterdziestkę innych, w tym niemowlęta, dlatego z ciekawością czekam na etap historii, w którym zobaczymy, co z tego wyniknie.

Mimo wszystko mam pewne wątpliwości, czy "The Promised Neverland" spodoba się wszystkim - jest trochę specyficzny i trzeba przymknąć oko na niektóre wyolbrzymione aspekty historii, ale polecam dać szansę chociaż pierwszemu tomikowi i samemu wyrobić sobie opinię. Moim zdaniem - warto, bo po lekturze obu tomów, ta seria trafiła u mnie na listę tytułów, które będę zbierać na bieżąco.

8 komentarzy:

  1. Przyznaję, że Twoja recenzja jak najbardziej mnie zachęciła do kupna. Od dłuższego już czasu powoli wracam do czytania mang, a ta wydaje się mieć wszystko to, co mogłoby mnie zainteresować. Pierwszy rozdział, ten udostępniony, również mi się podobał (chociaż nie wiem czy to wina mojej przeglądarki, ale link z postu mi nie działa i musiałam wyszukać sama). Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się i mam nadzieję, że się spodoba! :D
      U mnie link działa,zarówno na komputerze jak i telefonie oraz na innych przeglądarkach, ale dzięki za info - jak komuś jeszcze nie będzie działać, to coś wykombinuję. ^^

      Usuń
  2. Sprawdziłam teraz jeszcze jak jest na telefonie i wszystko działa, więc to tylko coś u mnie z przeglądarką :) Mimo wszystko wolałam uprzedzić na wypadek gdyby coś się zepsuło, mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, to dobrze. :D
      Nie, wręcz przeciwnie, dobrze że czuwasz! Jakby coś nie działało, to śmiało dawaj znać, a ja postaram się to naprawić. ^^

      Usuń
  3. Mi wystarczyła jedna manga o ludożerstwie, każda kolejna rusza mnie tylko mniej i mniej. Fajnie jednak, że znalazłaś taki tytuł dla siebie... Może i dla mnie wypuszczą na polskim rynku coś bardziej sensownego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz mam taki problem, że zaczyna pojawiać się zdecydowanie za dużo tytułów, którymi jestem zainteresowana. :D

      Usuń
  4. O, jedne z (bardzo, bardzo) wielu tomików na mojej liście zaległości... xDD W sumie niewiele mam do powiedzenia, dopóki sama nie nadczytnę, chyba tylko tyle, że te potwory jakieś takie słabe, do takich tytanów nawet nie mają startu pod względem budzenia grozy. No i okładki niezbyt mi podchodzą, ale to już imo przypadłość wielu mangaków, że czarno-białe rysunki spoko, ale jak mają zrobić coś w kolorze to potworki wychodzą ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, mnie chyba właśnie te potworki podobają się bardziej. Co prawda czytałam tylko pierwszy tom Tytanów, więc też ciężko mi się wypowiedzieć (z tą serią to ja znam się głównie z anime), ale w The Promised Neverland podoba mi się ta "przepaść" między potworami, a całą resztą - one są tak jakoś "uwypuklone" i dokładniej narysowane; a z tego co pamiętam ze Snk, to te tytany raczej nie odstawały bardzo, jeśli chodzi o styl? Ale mogę się mylić, w sumie niewiele z Tytanów w wersji papierowej już pamiętam. No i jest to już tytuł na tyle przeze mnie znany, że może po prostu przestało to robić na mnie aż takie wrażenie. ^^
      Hej, to mnie obwoluty się właśnie podobają! :D

      Usuń